Kiedy napisała do mnie Pani Marta, że chciałabym abym uszyła legowisko dla jej dziecka bardzo się zainteresowałam. Z prostej przyczyny. Sama robiłam legowiska Zuzuzuzu układałam koce, okładałam poduszkami, w życiu nie wpadłabym na to, żeby sobie uszyć coś takiego.
Tym czasem pomysł ewoluował i stanęło na legowisku 120x120 z bokami wiązanymi tak, aby łatwo było je zdemontować. Do legowiska doszyłam tez mate, którą łatwo można wyprać, wiadomo raz się uloje, coś się wyleje, pampers nie wytrzyma... znamy znamy :)
Nie obyło się bez niespodzianek. Najpierw zabrakło mi materiału, źle to obliczyłam no i klops. Z pomocą przyszła mi
Suzzana i jej nowy sklep
etasiemka . Kupłiam tam fajną grubą bawełnę idealną na dolną część legowiska. Później okazało się, że moja maszyna nie jest w stanie przesyć 4 warstw ociepliny i musiałam mocno się nagłókować, żeby zszyć dno. Boki są bardzo mocno napchane aby tworzyć miękkie bany dla powoli uczącego się raczkować maluszka. Zszywanie ich to był chyba największy problem ze wszystkiego :D
każda banda legowiska ma wszyte 3 tasiemki łączące ze sobą niższe boki. W ten sposób łatwo jest zdemontować legowisko i złożyć.
Podsumowując było to dla mnie ogromne wyzwanie, wielkie przedsięwzięcie, którego większość leżała na stole i dwóch dostawionych krzesłach :) Ale najbardziej się bałam, że moja wizja i wizja Pani Marty się rozminęła i efekt nie będzie zadowalał. Na szczęście udało się i legowisko sprawdza się świetnie. Dla mnie to świetna lekcja, udało mi się pokonać problemy i dopracowałam szycie wielkich połaci materiału:)